marca 11, 2018

Dużo śmiechu i niewiele więcej, czyli żelowe maseczki od Pilaten.

Witajcie.
Dzisiaj krótko o kosmetykach, które wywołały u mnie jedynie dużo śmiechu...i nic wiecej. Mowa bowiem o dwóch maseczkach marki Pilaten.


Dwa, słodkie, różowe, zachęcające opakowania. Nietypowa formuła, bo oto przed Wami maseczki do ust i pod oczy.


Odżywcza maseczka do ust, to niezły gadżet. Lekko różowa, żelowa membrana  w kształcie warg wydała mi się naprawdę fajnym sposobem pielegnacji. Pierwszym problemem z jakim sie spotkałam to niestety niezbyt trwała formuła, którą łatwo można uszkodzić (co też uczyniłam...). Problemu z aplikacją nie miałam, jednak lubi się ona zsuwać i musiałam siedzieć z nia praktycznie bez ruchu. Efekt odżywienia? No żaden! Nic. Na początku z nią trochę powalczyłam, a efekt zerowy. Przyznam, że się rozczarowałam. Jedyny plus taki, że wygląda się w niej dosyć zabawnie. Ale chyba nie o to chodziło producentowi!

Kolagenowe płatki pod oczy to także żelowe membranki, które notorycznie spadają. Niestety, w moim przypadku, przez pierwsze 5 minut próbowałam je umieścić pod oczami. Potem było tylko gorzej, wiec zrezygnowana podtrzymywałam je palcami. Efekt jaki uzyskałam to faktycznie napięta i odżywiona skóra oczu, jednak męcząca aplikacja skutecznie mnie zniechęca do dalszych eksperymentów.

Pilaten potrafi mieć świetne maseczki, ale te dwie to dla mnie niewypał. Nie mam ani ochoty na zerowe efekty czy irytującą aplikację. Nie sięgnę po te dwa produkty już nigdy.

Ktoś z Was stosował kiedys te maseczki? A może znacie jakieś inne, które moglibyście polecić? Koniecznie piszcie w komentarzu. 

Pozdrawiam, Werka.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Werka Testerka , Blogger