sierpnia 08, 2018

Moja cera powiedziała NIE! Test Nivea Urban Skin.

Hejka.

Czasem, kupując coś ma się naprawdę wielkie nadzieje. Tymbardziej, gdy kupujesz coś od swojej jednej z ulubionych, wręcz ukochanych marek. I czasem serce pęka, gdy się człowiek zawiedzie. I czasem jest smutno i to nie dlatego, że kosmetyk jest do bani. Po prostu się nie dogadujecie. Oczekiwałaś czegoś innego, a tu klops. Uwydatnia coś z czym od zawsze walczysz.
I tak jest niestety w przypadku dwóch kremów do twarzy. Dzisiaj omówię dla Was kremy Nivea z serii Urban Skin, których moja cera niestety nie polubiła.



 W skład mojego zestawu jak widac wchodzą: 
• Urban Skin Ochrona, Krem na dzień SPF 20,
• Urban Skin Detoks, Żel - krem na noc.

W pierwszej kolejności może paresłów o mojej cerze. Kiedyś była ona niczym mapa wulkaniczna Świata. Niestety. Teraz, gdy jestem już starsza jest o niebo lepiej. Oczywiście, nadal zdarzają się niedoskonałości ale nie ma tragedii. Na moje nieszczęście cerę mam mieszaną. W strefie T błyszczy się niczym serduszkowe rozświetlacze z Makeup Revolution a przy rzuchwie i skroniach jest sucha niczym Sahara. Do tego zaczynają pojawiać się naczynka. Moja cera bywa szara, zmęczona i przygnębiająca.

Bardzo długo szukałam kremów na wiosnę - lato, które będą lekkie, nawilżające oraz ochronią moją cerę przez zanieczyszczeniami i promieniowaniem UV. Przyznam, że seria Nivea Urban Skin od razu wpadła mi w oko. Spełniała wszystkie podstawowe warunki.

Ale coś poszło nie tak i moja skóra nie zaakceptowała żadnego z nich.

Pierwszy z kremów, na dzień Urban Skin Ochrona, dedykowany cerze zmęczonej i pozbawionej blasku zawiera kwas hialuronowy, antyoksydanty oraz bio zieloną herbatę. Jego zadaniem jest zapewnić dodatkową ochronę antyoksydacyjną i wzmocnić naturalny system ochrony cery. Ponadto chroni przed negatywnym wpływem wszelkiego rodzaju czynników zewnętrznych : zanieczyszczone powietrze, szkodliwe działanie promieni słonecznych. Krem ma za zadanie także nawilżyć moją skórę na całe 48 godzin.


Krem zapakowany jest naprawdę bardzo ładnie. Kolor zielony kojarzy mi się bardzo dobrze. Samo opakowanie jak i krem są właśnie tego koloru. Zapach jest świeży, wyczuwalny, bardzo przyjemny. Konsystencja kremu jest lekka, trochę żelowa.  Nakładanie kremu także jest łatwe, należy nałożyć go na oczyszczoną skórę twarzy, wmasowując kolistymi ruchami.

Niestety, w moim przypadku krem nie wchłaniał się ani trochę, pozostawiając tłustą, świecącą powłokę na twarzy, nawet gdy używałam minimalną ilość. Nie współpracował z żadną bazą pod makijaż ani samym podkładem, które się twarzy, a właściwie tej powłoki nie trzymały. Liczyłam na nawilżenie linii rzuchwy i się przeliczyłam. Niestety ten krem zamiast nawilżać, dodawał mojej cerze błysku. Wcale o tym nie marzyłam.

Krem na noc to Urban Skin Detox, dedykowany tej samej cerze, także zawiera zieloną herbatę, kwas hialuronowy i antyoksydanty. Obiecuje również dwudniowe nawilżenie. Krem ten, jak sama nazwa wskazuje ma pomóc oczyścić skórę z toksyn, zregenerować ją, odświeżyć i działać antyoksydacyjnie.


Krem zapakowany równie solidnie jak poprzednik, o pięknym zielonym kolorze i nieco lżejszej konsystencji. Zapach jest świeży, idealnie letni. Aplikacja identyczna jak poprzednio. Wydawałoby się, ze będzie przyjemnie.

Niestety, też nie. Krem może i wchłaniał się lepiej niż poprzednik, jednak porządnie mnie zapychał i sprawił, że zadomowili się u mnie nieprzyjaciele. Nawilżenia brak, a jednak nocna kuracja powinna być w nie bogata. 

To co zauważyłam to odczuwalne działanie alkoholu w tych kosmetykach. Naprawdę, nie nakładałam ich pod oczy ani na powieki a oczy płakały mi za każdym prawie razem. Aż chciałam iść do okulisty, rzucić oglądanie seriali, wyrzucić ulubiony tusz do rzęs, bo w życiu by mi nie przyszło, że problem może powodować krem do twarzy.

Wiem, że ciężko to się czyta. Ciężko też sie to pisze, ponieważ ja lubię pisać dla Was dobre, śmieszne (mam nadzieje, że nie tylko dla mnie) recenzje. I jest mi przykro, że tym razem padło na Niveę. Pocieszam się jedynie tym, iż ostatnio wydali kilka wspaniałych produktów, o których tu Wam na pewno napiszę.

Werka!






3 komentarze:

  1. Naczytałam się dużo pozytywnych opinii o tych kremach, a tu taki pasztet. Dobrze, że ich nie kupiłam..Moja buzia ma dużo niedoskonałości i bym sie wkurzyła, gdybym miała ich jeszcze więcej. Bardzo dobra opinia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana co zrobić. Super dziękuję za szczerą opinię.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Werka Testerka , Blogger