Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty
Makijaż mineralny - co to jest, dla kogo i czy warto? Kosmetyki marki Lily Lolo.

października 17, 2020

Makijaż mineralny - co to jest, dla kogo i czy warto? Kosmetyki marki Lily Lolo.

 Makijaż mineralny - co to jest?

W zasadzie bardziej poprawnie będzie : Czym jest makijaż mineralny? Według mnie, jest to alternatywa dla tradycyjnego makijażu, opartego na dostępnych kosmetykach w drogeriach i perfumeriach. Jest to makijaż oparty na minerałach takich jak Mica czy Glinka. Kosmetyki te wolne są od takich substancji jak parabeny i sylikony. Nie posiadają zbędnych składników. Bardzo często są wegańskie, nietestowane na zwierzętach Można wykonywać go na dwa sposoby - na sucho i mokro. Przyznam, że idealnie nadają się do tworzenia makijaży typu makeup - no makeup. ;) To tyle tytułem wstępu. 

Do aplikacji minerałów używamy dedykowanych im pędzli. W przypadku podkładu czy pudru posługujemy się pędzlem o nazwie kabuki. Na zdjęciu pędzel super kabubki.

Dla kogo przeznaczone są kosmetyki mineralne do makijażu?

Odpowiedź jest jedna : Dla każdego. Szczególnie polecam je jednak osobom, które posiadają tłustą lub mieszaną cerkę, zmagają się z trądzikiem lub innymi chorobami skórnymi takimi jak AZS. Z tych kosmetyków może korzystać każdy, bez bariery wiekowej. Są również bezpieczne dla kobiet w ciąży. Powiem więcej - są to produkty o właściwościach pielęgnacyjnych, ponieważ bardzo często zawierają tlenek cynku znany z właściwości przeciwbakteryjnych. 

Pamiętaj! Kosmetyki mineralne wyglądają dobrze na twarzy, gdy odpowiednio o nią dbasz. Pamiętaj o oczyszczaniu, peelingu i nawilżaniu cery, nie tylko przed makijażem. 

Kosmetyki Mineralne - czy warto?

Moim zdaniem tak! Zamiast pisać nudne zdania, wypunktuje to, co najważniejsze:

  • naturalne, wegańskie, nietestowane na zwierzętach
  • bezpieczne dla każdego rodzaju cery
  • dla każdego, bez względu na wiek
  • posiadają właściwości pielęgnacyjne
  • naturalny filtr przeciwsłoneczny
  • wyrównują koloryt cery
  • można nimi budować krycie
  • wyglądają naturalnie
  • brak efektu "zapychania porów"

Często jednak i tak wahamy się, czy zmienić sposób nakładania makijażu , dlatego przedstawię Wam kilka kosmetyków mineralnych, które używam na co dzień marki Lily Lolo. 

 Pierwszym jest podkład mineralny o nazwie Barely Buff o jasnym/średnio jasnym odcieniu. To podkład bez zapachu, schowany w uroczym słoiczku nie pachnie. Aplikacja jest bardzo prosta (filmik instruktażowy zapisałam Wam na moim instagramie w zakładce "LillyLolo"). Wystarczy użyć pędzla Kabuki z wtłoczonymi produktem i kolistymi ruchami rozprowadzić go po twarzy. Jeśli chcesz, możesz zbudować krycie poprzez dokładanie produktu warstwowo. Nie martw się, produkt się nie zważy! Konsystencja jest lekka i jedwabista. Rewelacyjnie wygląda sam jak i nałożony na krem BB. Ten podkład mimo matujących właściwości odbija światło, dzięki czemu ukrywa pierwsze zmarszczki i przebarwienia.




Używam również różu mineralnego z tej samej marki. To Flushed - przepiękny, chłodny róż o lekko satynowej formule to dla mnie idealna opcja na jesień. Drobno zmielona struktura jest wysoce napigmentowana. Róż bardzo ładnie wtapia się w skórę i na niej pracuje. Nie ściera się w ciągu dnia. To produkt uniwersalny, ponieważ można używać go też jako cienia do powiek. Rewelacyjnie się blenduje i nie robi plam. W małym opakowaniu jest naprawdę sporo produktu i wydaje się, że będzie on niezwykle wydajny.




Ostatnim kosmetykiem mineralnym, który chciałabym Wam przedstawić jest bronzer. To odcień w kolorze o nazwie Honolulu, czyli przepiękny, zgaszony mleczno - orzechowy kolor. Tak, to mineralny bronzer prasowany. Jest przepięknie opakowany, prosto, z pięknym lusterkiem. Rewelacyjnie transferuje się na twarz za pomocą pędzla do konturowania nie robiąc przy tym plam. Przepięknie pracuje na twarzy zarówno na "surowym" kremie BB, przypudrowanym podkładzie czy podkładzie mineralnym tej samej marki. Nie migruje, nie tworzy plam, ma odpowiedni pigment. 



Przekonałam Was? Mam nadzieję. Jeśli nadal macie jakieś wątpliwości, zapraszam Was na instagram dystrybutora lub stronę internetową - KLIK , gdzie odpowiednio zostanie Wam dobrany każdy kosmetyk. Zachęcam Was także do obserwowania marki Lily Lolo na instagramie. 

Jako posiadaczka cery mieszanej, z problematyczną strefą T - polecam przejść na makijaż mineralny i cieszyć się piękną i zdrową cerą.

Buziaki,

Werka


Jak podkreślić swoje naturalne piękno? Recenzja kosmetyków marki Couleur Caramel.

września 19, 2020

Jak podkreślić swoje naturalne piękno? Recenzja kosmetyków marki Couleur Caramel.

Jak podkreślić swoje naturalne piękno? Czy potrzebny jest do tego mocny makijaż? Absolutnie nie! 

Na co dzień, by czuć się dobrze i wyglądać pięknie Kobieta nie potrzebuje zbyt wiele : dobrze skrojone ubrania, perfumy, schludna fryzura i delikatny makijaż. Uważam to za kwintesencje nienachalnej kobiecości - czyli coś, do czego dążę od jakiegoś czasu. 

Sięgając po kosmetyki do makijażu, szczególnie wykonując go do pracy, staram się sięgać po te, stworzone z naturalnych składników. Jedną z marek, której zaufałam jest marka Couleur Caramel. Dzisiaj chciałam pokazać Wam ich trzy produkty, po które warto sięgnąć przechodząc na naturalną stronę mocy jeśli chodzi o makijaż. 

Zacznijmy od oczu, bo to one są zwierciadłem naszej duszy. I tak, oczywiście, jeśli chodzi o oczy to maskara do rzęs. W tej kwestii stawiam na Bacstage Bio  w kolorze brązowym. Jeśli można się zakochać w jakimś brązie - to właśnie w tym. Na naturalnie wyglądających rzęsach zależało mi zawsze.  Nie przepadam za czernią i mocno wytuszowanymi rzęsami. Backstage Bio przepięknie rozdziela rzęsy, dzięki swojej sylikonowej szczoteczce. Pokrywając rzęsy, robi to niezywkle równomiernie, zwiększając ich objętość w taki sposób, by nadal wyglądały naturalnie i zalotnie. Formuła tuszu jest niezwykle przyjemna i bezpieczna dla oka. Produkt bardzo szybko schnie, nie kruszy się oraz nie rozmazuje w trakcie dnia. Jeśli chodzi o opakawanie - to papierowa imitacja drewna. Przepiękne!


Kolejnym produktem do oczu, jest cień. Służy mi do przyciemniania wszystkich moich nudziakówych makijaży oraz tworzenia delikatnych kresek. Cień Intensywnie Brązowy ma świetną pigmentację, rewelacyjnie się blenduje i łączy z innymi cieniami. Przepięknie wygląda w połączenii z różami i beżami oraz podbija kolor tęczówki. Z tuszem tej samej marki tworzą bardzo piękną ramę oka. Cień jest zapakowany w uroczy kartonik, jednak z łatwością można go wydobyć i włożyć do palety magnetycznej. 

Nie byłabym sobą, gdybym nie miała pomadki od Couleur Caramel. Postawiłam na matowy błyszczyk w odcieniu pudrowej róży. Nienachalny, różowy nudziak to przepiękne wykończenie makijażu. Dzięki lekkiej konsystencji pięknie pokrywa usta, pozostawiając na nim minimum produktu przy maksymalnym pigmencie. Zastyga do lekkiego matu, jednak nie obciąża ust. Wręcz przeciwnie, usta wydają się być nadal odpowiednio nawiżone. Ściera się bardzo przyzwoicie i nie transferuje. Planuje zaopatrzyć się w kolejne kolory, bo ta pomadka jest ostatnio moją ulubioną. A co z opakowaniem? Jak w przypadku tuszu - piękna imitacja drewna z zaznaczonym kolorem pomadki.



Jak widzicie, naprawdę warto zainwestować w naturalne kosmetyki do makijażu. Mam nadzieję, że to nie ostatnie spotkanie z tą marką. Stay Tuned!

A jeśli macie ochotę bliżej ich poznać - zapraszam Was na ich instagram :

https://www.instagram.com/couleurcaramelpl

P.s.

Zapraszam też do mnie - KLIK

Pomadki nudziaki. Instagramowy test pomadek w kolorze nude.

czerwca 08, 2020

Pomadki nudziaki. Instagramowy test pomadek w kolorze nude.

Pomadki w odcieniach nude wcale nie wyszyły z mody! To nadal jeden z najczęściej wybieranych, bezpiecznych kolorów, którym z łatwością dopełnimy praktycznie każdy makijaż. Nude to tak naprawdę mnogość odcieni. Po chłodne, wpadające w róż, poprzez brzoskwinki, kończąc na cieplejszych brązach.

 

 

Przed Wami test pomadek nude!


Wybrałam pięć. Tylko pięć i aż pięć pomadek do tego testu. Różnią się tonacją, formułą, wykończeniem i oczywiście ceną. W testach, a w zasadzie w tworzeniu opinii, pomogły mi moje kochane obserwatorki na instagramie. 
Przez ponad tydzień zasypywałam je propozycjami, ankietami oraz przedstawiłam swoje opinie, co do każdej pomadki. Werdykt? Nie okazał się jednoznaczny, momentami nasze opinie były bardzo daleko od siebie, a to, co wydawałoby się hitem - przeszło bez echa. Moi Drodzy, przed Wami nie tylko moja opinia, ale i Kobiet, które czytają mnie i wspierają na codzień. 

 Na pierwszy ogień wybrałam niegdyś bardzo popularną propozycję od Wibo Milion Dollar Lips. Kto z nas nie chciałby mieć ust jak milion dolców? No, właśnie...


O ile kolor o numerze 01 przypadł mi do gustu, tak już sama formuła pomadki nie bardzo.  To wygląda okrutnie źle. Moje usta nie należą do suchych, jednak produkt sprawia, że usta wyglądają na suche jak wiór. Jakby tego było mało, sama w sobie brzydko się rozprowadza i ściera. Sytuacje ratował tylko podkład z pomadki nawilżającej lub nałożenie jej już na pomadkę z Wibo. Jednak wtedy nie jest ona matowa, co totalnie mija się z celem.
Dziewczyny również podzieliły moją opinię - pomadka wygląda koszmarnie i jej kupno to zwyczajna strata pieniędzy. Wszystkie nas skusił jej kolor, ale efekt na ustach rozczarował. 

Druga propozycja, od lubianej i cenionej przez nie tylko nastolatki, ze względu na cenę marki to Lovely ze swoim setem K Lips. O tym, czym była inspirowana - wypowiadać się nie będę. To bez znaczenia, ponieważ lubię tą pomadkę. 


Kolor Magic Desert to chłodny nude wpadający w róż. Pomadka ma przyjemna konsystencję, szybko wtapia się w usta i tworzy niewidzialna warstwę. Jest przyjemna w noszeniu, nie wysusza ust w sposob ekstremalny. Niestety, ma problemy z trwałością, jednak za tą cenę - warto się nad nią pochylić. Jest bardzo wydajna. Plusem jest dołączona konturówka w tym samym odcieniu.
Jak zawsze, Dziewczyny wykazały się aktywnością i prawie jednogłośnie stwierdziły, że cała linia pomadek K- Lips jest warta uwagi. Śmiałam zatem twierdzić w tym momencie, że będzie to ich numer jeden...

Jednak szybko przeszłam do numeru trzy. Nieco droższej propozycji, bo od samej Huda Beauty. 
 

Trendsetter czyli dość ciepły, matowy, wpadający w brąz nude. Byłam do niego dość sceptycznie nastawiona ze względu na bardzo wodnistą konsystencję.To prawda, rozprowadza się bardzo dobrze, jednak ja wole gdy pomadka siedzi na ustach. Ta konkretna ma tendencje do migrowania nim wyschnie, a schnie trochę długo. Bardzo ładnie pachnie. Nie jest niestety jakoś super trwała. W tej cenie - chciałam czegoś więcej. Zapłaciłam zatem za markę a nie za jakość, a szkoda, bo cienie Hudy lubię bardzo.
I tutaj dziewczyny dały mi zagwozdkę. W ankiecie, większość stwierdziła, że pomadka im się podoba, w komentarzach zaś kilka podzieliło moją opinię, że jej jakość nie jest adekwatna do ceny. Z czego to wynika?  Myślę, że z tego, że większość kosmetyków Hudy cenimy, jednak mam wrażenie, że z biegiem lat jakość się pogarsza.

Jako kolejną propozycję przedstawiłam pomadkę od Max Factor.


Rosewood to przepiękny nude wpadający w zimny róż to mój lepszy kolor ust.
Podpatrzona u koleżanki z pracy stała się hitem i dla mnie. Pigment tej pomadki jest niezbyt intensywny, jednak to zaleta tego produktu. Idealnie nadaje się do naturalnych makijaży tzw. Makeup no makeup. Świetnie sunie po ustach, nie wysusza ich ponieważ nie jest stuprocentowym matem. Ściera się bardzo ładnie i zaskakująco długo trzyma na ustach. 

Przyznam, że jest to mój czarny koń tego rozdania i trochę szkoda, że przeszła bez echa u osób, które brały udział w ankiecie na instastory. Podejrzewam, że marki, które kojarzą się z kosmetykami naszych mam i babć jak i pomadki inne niż w płynie, inne niż matowe jeszcze nie mają swojego wielkiego come back. 

Ostatnią pomadką była kolejna droższa propozycja. Tym razem to produkt od Anatastasii Berverly Hills. 


To przepiękny, neutralny kolor ( niestety na zdj jest bardziej brązowy - brak światła - jak sądzę) Hudson, Nakłada się bez problemu, szybko wysychanie i nie wysuszają ust. Ściera się przyzwoicie. Cena też była przyzwoita, gdyż kupiłam ją na promocji za nieco ponad  trzy dolary. Jednak... Bez reszty przypomina mi wcześniej wspomniana pomadkę z Huda Beauty.  
Dziewczyny też zauważyły podobieństwo oraz przychylnie oceniły kolor i formułę pomadki.

Na zdjęciu od lewej ABH i HB.  

Mając już wiedzę na temat zdania dziewczyn o każdej wymienionej pomadce, skupiłam sę na tych dwóch. Różnica w kolorze wydaje się być tak niewielka, że postanowiłam poprosić je o wybranie  królowej nudziaków z wyższej półki. Niewielką przewagą wygrała Anatsasia, której konsystencja nie jest aż tak płynna i zdecydowanie ładniej prezentuje się dzieki temu na ustach.



Co jednak Dziewczyny wybrałyby dla siebie spośród tych pięciu propozycji?




Na pierwszym miejscu pojawiła się Anastasia z kolorem Hudson - myślę, że z powodu barwy i konsystencji oraz trwałości. Drugie miejsce należy do Lovely i koloru Magic Desert - za cenę adekwatną do jakości. Trzecie miejsce to Trendsetter Huda, bo to Huda, której kosmetyki wele z nas ceni. Czwarte - to Max Factor i Rosewood. Uważam, że ten kolor został doceniony przez zbyt małą ilość osób, ale może to wynikać z braku zainteresowania marką wśród młodszego pokolenia. Na końcu Wibo i kolor 01 Milion Dollar Lips - i tu się cieszę, bo ta pomadka nie jest w żadnym stopniu wybitna.

A Wy, moi Drodzy Czytelnicy, który kolor wybralibyście dla siebie, dla bliskiej Wam osoby?

Buziaki, Werka.
Copyright © Werka Testerka , Blogger